wtorek, 29 kwietnia 2014

Rozdział 2

Mocno ścisnęłam powieki. Usłyszałam śmiech jakiegoś mężczyzny.
 - No Harry, ładną panienkę sobie znalazłeś.- odważyłam się otworzyć oczy. Znam ten głos...Nade mną stał umięśniony, wytatułowany mulat. - To ta sama, do której strzeliłem w lesie?- dupek, debil, PRAWIE MNIE ZABIŁ!!!- Oj, przepraszam... - Powiedział z udawanym smutkiem- Jestem Zayn- dodał ciszej, a potem znikł z mojego pola widzenia. Byłam oszołomiona sytuacją. Co z Harrym?- A ty masz jakieś imię? - Nagle zjawił się tu ten.... Ryan... Zan...Zack? A, Zayn. Przestraszył mnie okropnie. Co mam mu odpowiedzieć?! Improwizacja..
- Mam.- podniosłam jedną brew i czekałam na jego reakcję.
- A jakie?- nie był za bardzo zainteresowany rozmową, ale słuchał.
- Po co je mojemu niedoszłemu mordercy?- zapytałam, ale zaraz tego pożałowałam. Odwrócił się i spiorunował mnie wzrokiem.
- Nie chciałem w ciebie trafić... Harry dla ciebie jest bohaterem, eh, nie rozumiesz...
- To mi wytłumacz.- naciskałam na niego.
- Nie, nie mogę Clary. Nie jesteś gotowa.- Wyszedł z łazienki. Zaraz, zaraz skąd znał moje imię?! O co mu chodzi... Jak to... Harry wcale mnie nie uratował...to kto? Wstałam do pozycji siedzącej i wyszłam z wanny. Rozejrzałam się po łazience i powoli udałam się do wyjścia. Zawsze odwracałam się do tyłu i sprawdzałam czy  coś mi nie upadło lub ktoś za mną idzie. Teraz to drugie. Cicho i ostrożnie zeszłam po schodach. Wtedy przypomniałam sobie że właśnie tego miałam nie robić, ale było za późno na odwrót. Przeszłam przez salon i kuchnie, aż pod drzwi. Nikogo nie było...? Poczułam uścisk w pasie. Ktoś przysunał mnie do siebie. Moje plecy opierały się o męski tors. Zapach perfum tej osoby skądś znałam.
- Gdzieś się wybierasz, kotku?- Harry, wiedziałam.
- Szukałam cię.- Wzruszyłam ramionami.
- To źle - powiedział oschle. Pociągnął mnie za rękę w stronę drzwi wyjściowych i podał mi kurtkę którą miałam założyć, a on wziął czarny płaszcz.- Wychodzimy.
Bez słowa udałam się za nim do garażu w podziemiach. Garaże były ustawione w rządku w ścianie. Podeszliśmy do 6 z kolei. Harry podniósł osłonę i zaprosił mnie do środka.
 - Którym chcesz jechać- zabawnie poruszył brwiami na co się zaśmiałam. Zapalił światło i oparł się o ścianę, czekając aż wybiorę. Niestety będzie musiał poczekać bo tych samochodów jest bardzo dużo. Po chwili chodzenia między nimi, moją uwagę nie przykuł wcale samochód.
- Umiesz jeździć na motorze?- po chwili patrzenia na lekko zakurzony, czarny motor w koncie, zapytałam.
- Możemy sprawdzić- Posłałam mu pełne strachu spojrzenie, lepiej nie- Żartowałem- nie opuściłam z niego spojrzenia. - Chcesz dowód?
- Tak- powiedziałam zdecydowanie, za bardzo bałam się tego co mogło by się stać.
- Proszę.- powiedział wsiadając na motor i go odpalając.- Odsuń się.-zrobiłam jak kazał i śledziłam każdy jego ruch wzrokiem. Szybko wyjechał z garaża i zrobił kilka popisowych kółek oraz sztuczek, po czym zatrzymał się koło mnie.- Wsiadasz?- podał mi rękę, którą po chwili złapałam. I usiadłam na miejscu pasażera, a Harry zamknął garaż. Gdy już mieliśmy ruszać, przypomniałam sobie że nie mieliśmy kasków.
- Chyba zapomniałeś o kaskach?- To bardziej brzmiało jak stwierdzenie. Usłyszałam znów jego śmiech.
 - Trzymaj się mocno.- westchnęłam i złapałam się go w pasie. Nie musiałam na niego patrzeć by wiedzieć że się uśmiecha. Gdy wyjechaliśmy z podziemia, dopiero zauważyłam że musi być około 19, bo słońce już zachodziło. Dzisiaj jadłam tylko śniadanie, fajnie. Jak ja tyle wytrzymałam. Radosny uśmiech pojawił się gdy zatrzymaliśmy się przed restauracją. Harry odwrócił głowę do mnie i zapytał.- Ja jestem głodny, a ty?
- Też.- odpowiedziałam w połowie jego zdania, na co się uśmiechnął, nie....on zawsze się uśmiecha i to zaraźliwe. Zeszłam z motora i stanęłam przed nim, czekając aż loczek łaskawie się ruszy. Powoli wstał i wszedł ze mną do restauracji. Ciepło, rozmowy i zapach pizzy przywitały nas przy wejściu. Podeszliśmy do stolika, by zaraz obsłużył nas kelner. Wzięłam cole i pizzę wegetariańską, bo jestem wege. Zamówienia mojego towarzysza nie słyszałam, bo poszłam do łazienki. Po wyjściu z toalety, stanęłam przed lustrem. Nie było złe. Lekko rozczochrana fryzura to nie koniec świata. Poprawiłam włosy i umyłam ręce. Wyszłam z łazienki i skierowałam się do stolika, gdzie czekał brunet i....JEDZENIE!!! Usiadłam do stołu i rozkoszowałam się posiłkiem, dopóki się nie skończył. Popatrzyłam na Harrego, który coś pił i przeglądał telefon.
- To jest najlepsze- podał mi telefon, na którym było zdjęcie...moje gdy jadłam!!! Szybko je usunęła i posłałam mu wrogie spojrzenie.
- Pedofil- wyszeptałam, a on znów się zaśmiał.
- Spokojnie mam kopię.- założyłam ręce na piersi- Żartowałem, mam kilka kopii.- wystawiłam mu język- Ale możliwe że usunę te kopie, jeżeli coś dla mnie zrobisz- podniosłam brew do góry, dając mu znak by kontynuował.- Pójdziesz ze mną na imprezę.
- Jaką?- miałam mieszane uczucia.
- Zwykłą.
- W klubie?- powiedziałam smutno.
- Tak. A co, nie lubisz klubów, czy nie chodzisz na imprezy.- poruszył (znów) zabawnie brwiami, co mnie rozśmieszyło. Harry chyba czuł się usatysfakcjonowany, bo powiększył uśmiech, a jego oczy stały się ciemniejsze. Jednak jego uśmiech zniknął, a on patrzył się w punkt za mną. Delikatnie przekręciłam głowę i ujrzałam chłopaka w czarnej bluzie, wychodzącego z restauracji. Nie mogłam mu się dokładniej przyjrzeć, bo ktoś złapał moją dłoń. Obstawiam że to Harry....i mam rację. Patrzył teraz na mnie swoim przenikliwym wzrokiem.
-I co? - No tak, zapomniałam o jego pytaniu.
- Od kiedy wyjechał do Londynu miałam przestać z....- nie zdążyłam dokończyć zdania, bo brunet mi przerwał.
- Ale jesteśmy w Manchesterze- uśmiechnął się szerzej, a ja odpowiedziałam małym uśmiechem. Nie chciałam wracać do początku, początku nałogu, walki o życie, odwyku, nie chciałam do tego wracać, ale druga część mnie właśnie tego pragnęła.
 - Ale, ale Harry....ja nie mogę- Harry pochylił się nade mną i wyszeptał mi do ucha:
- Możesz wszystko.
------------------------
 Hej :)
  Możecie zauważyć że Clary jest całkowicie moim przeciwieństwem, ładna, wysportowana, fajna itd.
                  Notatka bez sensu ::::::::::(((((((((((((((((((
PRZEPRASZAM ZA BŁĘDY, ALE JESTEM TROCHĘ NIEPRZYTOMNA I PISZĘ Z KOMÓRKI.

PROSZĘ O KOMENTARZ!!!
~@KicjaVenus
PS. 30 kwietnia mam urodziny, CZYLI JUTRO!!!!! :) I możliwe że będę mieć kolczyk w pępku :))))

środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział 1

Obudziłam się w białym pokoju. Promyki słońca padały na moją twarz, przez co zmrużyłam oczy. Brzuch okropnie mnie bolał, a ja nie wiedziałam co się stało. Jedna myśl przechodziła przez moją głowę: "Przeciesz umarłam...". Pokuj w którym byłam zdobiły ciemnobrązowe meble, czarne drzwi oraz dywan w zebre. Leżałam na czarnym, wielkim łóżku z białą kołdrą. Wstałam i podeszłam do okna. To co zobaczyłam mnie dość zaskoczyło. Myślałam że zostałam gdzieś wywieziona, sama z szaleńcem. Ale jednak nie, miasto tętniło życiem. Ostatnio byłam w Londynie, a gdzie jestem teraz? Ile czasu minęło od ''ostatnio'' ? Kto mnie tu przywiózł? Co się stało? Jak przeżyłam? Co teraz? Tyle pytań, zero odpowiedzi. Na ścianie zauważyłam małe lustro. Przejrzałam się w nim. Byłam blada, policzki lekko zaróżowione, a usta różowo-czerwone. Na sobie miałam czarną, meską, trochę na mnie za dużą koszulkę, sięgającą do połowy ud. Rozejrzałam się dokładniej, gdy nagle drzwi się otworzyły. Dzielił mnie jedynie metr od lokowatego zabujcy. Przestraszyłam się gdy podszedł bliżej i szybko zrobiłam krok w tył. Odpowiedzią na mój strach był gardłowy śmiech, który odbił się echem w moich uszach. Spojrzałam na niego pytająco. 
- Łazienka jest na końcu korytarza, po lewej stronie- podał mi ubrania i wyszedł, zostawiając mnie w oszołomieniu. W końcu wziełam się w garść i poszłam we wskazane miejsce. Łazienka była wielka i piękna. Coś czułam że lokowaty chłopak mnie jeszcze zaskoczy i to nie tylko gustem.
- Pomóc ci czy będziesz tak stała?- koło mnie pojawił się znów ten sam chłopak z kpiącym uśmiechem.
- Mógłbyś wyjść?
- Nie
- Czemu?
-Bo muszę ci coś dać- Uniosłam brew do góry i teraz ja miałam kpiący uśmieszek. - To- wyjał zza pleców biały ręcznik i cofnął się za drzwi, przy okazji zamykając je.- Tylko się nie utop!- na jego słowa prychnełam. W rogu była kabina prysznicowa, do której poszłam. Zdjełam ubrania, wziełam jakiś płyn i szybko się wykąpałam. Orzeźwiona po zimnym prysznicu ubrałam się w ubrania od bruneta. Gdy do tego nałożyłam makijaż, korzystając z kosmetyków rozstawionych na umywalce, przejrzałam się dokładnie. Zaczełam się niekontrolowanie śmiać, widząc jak elegancko wyglądam. Zebranie się do kupy trochę mi zajeło, ale się udało. Umyłam zęby szczoteczką do zębów od chłopaka i w szafce znalazłam jakąś szczotkę do włosów. Zanim wyszłam, jeszcze raz się przejrzałam.
- O wiele lepiej-pomyślałam.
Wyszłam na korytarz, poczułam zapach....przypalających się gofrów?! Pobiegłam schodami w dół i z salonu do wielkiej, pięknej kuchni.
- O, jesteś. Śniadanie już się robi..Mmm...Ładnie wyglądasz...- Jaki debil, wydarła bym się na niego, gdyby nie to że tam coś się przypala.
- Jezus, ten smród niesie się po całym domu.
- Jaka ty religijna- zaśmiał się
- 1. Dla twojej informacji nie jestem religijna 2. Chyba coś przypaliłeś...- Sarkazm, słyszycie? Sarkazm...
- Powinnaś się nawrócić i wierzyć w Boga, to przez ciebie się coś przypala!- Powiedział wyminiając mnie. Podszedł do gofrownicy i próbował coś zrobić, a ja cicho się śmiałam.- Co się śmiejesz?!
- Co, ja przeciesz się nie śmieje, co ty gadasz- prychnełam. Gdy brunet uporał się z gofrownicą, zjedliśmy śniadanie w ciszy. Do czasu...
- Jak się nazywasz- przerwał ciszę brunet.
- Clary West, a ty?- spojrzałam na niego.
- Harry Styles.- Trochę oschle powiedział, ale zaraz się delikatnie uśmiechnał.- Clary Styles..
- Głośno myślisz- prychnełam
- Nie podoba ci się? Może być jeszcze Harry West...- spojrzał na mnie pytająco- Które wolisz?
- Żadne- powiedziałam z irytacją
- Ja też wolę Clary Styles- fuknełam, na co on się zaśmiał ukazując dołeczki
- Gdzie jesteśmy i co się stało?- w końcu odważyłam się zadać pytanie.
- W budynku- czy on zawsze musi żartować?!
- Kraj, miasto?
- Anglia, Manchester- Uniósł brew, a ja wytrzeszczyłam oczy... Wow, jestem w  Manchesterze...
- No ale jak? Co się stało? W ogóle który jest dzisiaj...-nie zdążyłam dokończyć bo ktoś zadzwonił do drzwi.
- 22.04.2014- kolejny raz ktoś zadzwonił- Idź na górę i zamknij się w łazience, nie ważne co będziesz słyszała, zamknij się na klucz i bądź cicho. Rozumiesz- pokiwałam twierdząco głową- To idź, biegnij.- Odwrócił się i zaczał powoli iść do drzwi wejściowych. Byłam oszołomiona tym co miałam zrobić, ale bezgłośnie pobiegłam na górę, zamknełam się w łazience i weszłam do wanny...na wszelki wypadek...
Usłyszałam łomot i trzask, skuliłam się bardziej. Potem krzyki obcych ludzi i Harrego. Ktoś pociągnał za klamkę od drzwi, ale ta była dość wytrzymała...na jedno pociągnięcie, za drugim zaczeła się luzować. Położyłam się jeszcze głębiej do wanny. Drzwi się otworzyły, a ja zesztywniałam.
"Już po mnie, nie jest lepiej, jest gorzej''-pomyślałam

''Widzisz ten cień,
w noc i w dzień.
Widzisz moje rany,
ale nadal mi oddany.
Czujesz ten ból,
łamie serce na pół.
Dotykasz tych cięć,
coraz bardziej nabiera Cię chęć,
by poznać smak tnięć.
Coś z samobójcy ma,
chyba to co ja. '' *

* Wiersz, nie znam autora.
--------------------------------------
HHHHHEEEEEJJJJJ!!!!
Jakoś szybko napisałam ten rozdział, tylko 3 dni :)  Następny może być w sobotę - poniedziałek. Rozdziały będą coraz dłuższe, albo że nie będę mieć weny. Mam nadzieję że zapoznacie się ze stylem mojego pisania ;) Bardzo przepraszam za błędy!

 BARDZO PROSZĘ O KOMENTARZ!!!!
Bardzo proszę o komentowanie, bo jak nie będziecie komentować = ja nie będę pisać!

PS. Fajny wierszyk, no nie :) Wiem że nie na temat, ale nie mogłam się powstrzymać xP

2 PS. Już jest zakładka "bohaterowie", "spam" i "informowani".

DZIĘKUJĘ ZA CZYTANIE MOICH WYPOCIN !!!


poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Prolog

Szłam przez ciemny las.
-On mnie widział. Tylko ja zostałam.- Te myśli zaprzątały moją głowę. Strach przerodził się w furię. Zaczęłam szybko biec. Zaśmiał się, ukazując swe piękne dołeczki w policzkach.
-Tak czarujący, tak zły.-pomyślałam. Przyspieszyłam, co było dużym błędem. Potknełam się o korzeń. Wiedziałam że jest odemnie szybszy, nie musiał nawet biec by mnie dogonić. Łzy ciekły, po moich zaróżowionych policzkach. Skuliłam się w kłębek pod drzewem. Czułam jak przykucnał koło mnie. Jego dłoń powędrowała na moją nogę, delikatnie ją masując. Wzdrygnełam się. Powoli podniosłam głowę z kolan i spojrzałam w jego zielone, hipnotyzujące oczy.
- I co mała?  Co teraz? - Powiedział, dokładnie skanując moją twarz.- Boisz się? - Pokiwałam ostrożnie i powoli głową. - I co teraz? I co teraz, kotku?Hmmm?- Przeniósł rękę na mój policzek. Wytarł kciukiem ciągle lecące łzy- Ciii... Już jest lepiej, spokojnie...- Jego twarz przybliżyła się do mojej i jego usta delikatnie musneły moje. Zamknęłam oczy. Zaczynałam odchodzić do krainy Morfeusza, gdy nagle moje ciało przeszedł ogromny ból. Przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz. Jęknełam cicho. Zielone tęczówki lokowatego chłopaka stały się czerwone, wściekłe. Czułam że krew z mojego postrzelonego płuca szybko się rozlewa. Traciłam obraz sprzed oczu. Słyszałam tylko stłumione dźwięki, krzyki... ,,Ty gnojku, zabiłeś ją!'' ,,Hahaha, Harry, mówisz jakby cię obchodziła'' ,, A co ty o mnie wiesz?!''. Trzaski, odgłosy kłótni, a potem już nic.. Umarłam?! Przynajmniej tak myślę...
~~~~~~~~~~~~
Prolog krótki i mało opowiada, kilka razy go pisałam i usuwałam :( Bardzo dziękuję że dotarliście już tu :) A teraz bardzo ładnie proszę o komentarz, bo inaczej nie będę pisać dalej!!!!
Przepraszam za błędy, jestem zmęczona, jest późno i piszę z komórki xP  Niedługo powinni się pojawić bohaterowie.
Mój tt: @JuliaAlexD