środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział 1

Obudziłam się w białym pokoju. Promyki słońca padały na moją twarz, przez co zmrużyłam oczy. Brzuch okropnie mnie bolał, a ja nie wiedziałam co się stało. Jedna myśl przechodziła przez moją głowę: "Przeciesz umarłam...". Pokuj w którym byłam zdobiły ciemnobrązowe meble, czarne drzwi oraz dywan w zebre. Leżałam na czarnym, wielkim łóżku z białą kołdrą. Wstałam i podeszłam do okna. To co zobaczyłam mnie dość zaskoczyło. Myślałam że zostałam gdzieś wywieziona, sama z szaleńcem. Ale jednak nie, miasto tętniło życiem. Ostatnio byłam w Londynie, a gdzie jestem teraz? Ile czasu minęło od ''ostatnio'' ? Kto mnie tu przywiózł? Co się stało? Jak przeżyłam? Co teraz? Tyle pytań, zero odpowiedzi. Na ścianie zauważyłam małe lustro. Przejrzałam się w nim. Byłam blada, policzki lekko zaróżowione, a usta różowo-czerwone. Na sobie miałam czarną, meską, trochę na mnie za dużą koszulkę, sięgającą do połowy ud. Rozejrzałam się dokładniej, gdy nagle drzwi się otworzyły. Dzielił mnie jedynie metr od lokowatego zabujcy. Przestraszyłam się gdy podszedł bliżej i szybko zrobiłam krok w tył. Odpowiedzią na mój strach był gardłowy śmiech, który odbił się echem w moich uszach. Spojrzałam na niego pytająco. 
- Łazienka jest na końcu korytarza, po lewej stronie- podał mi ubrania i wyszedł, zostawiając mnie w oszołomieniu. W końcu wziełam się w garść i poszłam we wskazane miejsce. Łazienka była wielka i piękna. Coś czułam że lokowaty chłopak mnie jeszcze zaskoczy i to nie tylko gustem.
- Pomóc ci czy będziesz tak stała?- koło mnie pojawił się znów ten sam chłopak z kpiącym uśmiechem.
- Mógłbyś wyjść?
- Nie
- Czemu?
-Bo muszę ci coś dać- Uniosłam brew do góry i teraz ja miałam kpiący uśmieszek. - To- wyjał zza pleców biały ręcznik i cofnął się za drzwi, przy okazji zamykając je.- Tylko się nie utop!- na jego słowa prychnełam. W rogu była kabina prysznicowa, do której poszłam. Zdjełam ubrania, wziełam jakiś płyn i szybko się wykąpałam. Orzeźwiona po zimnym prysznicu ubrałam się w ubrania od bruneta. Gdy do tego nałożyłam makijaż, korzystając z kosmetyków rozstawionych na umywalce, przejrzałam się dokładnie. Zaczełam się niekontrolowanie śmiać, widząc jak elegancko wyglądam. Zebranie się do kupy trochę mi zajeło, ale się udało. Umyłam zęby szczoteczką do zębów od chłopaka i w szafce znalazłam jakąś szczotkę do włosów. Zanim wyszłam, jeszcze raz się przejrzałam.
- O wiele lepiej-pomyślałam.
Wyszłam na korytarz, poczułam zapach....przypalających się gofrów?! Pobiegłam schodami w dół i z salonu do wielkiej, pięknej kuchni.
- O, jesteś. Śniadanie już się robi..Mmm...Ładnie wyglądasz...- Jaki debil, wydarła bym się na niego, gdyby nie to że tam coś się przypala.
- Jezus, ten smród niesie się po całym domu.
- Jaka ty religijna- zaśmiał się
- 1. Dla twojej informacji nie jestem religijna 2. Chyba coś przypaliłeś...- Sarkazm, słyszycie? Sarkazm...
- Powinnaś się nawrócić i wierzyć w Boga, to przez ciebie się coś przypala!- Powiedział wyminiając mnie. Podszedł do gofrownicy i próbował coś zrobić, a ja cicho się śmiałam.- Co się śmiejesz?!
- Co, ja przeciesz się nie śmieje, co ty gadasz- prychnełam. Gdy brunet uporał się z gofrownicą, zjedliśmy śniadanie w ciszy. Do czasu...
- Jak się nazywasz- przerwał ciszę brunet.
- Clary West, a ty?- spojrzałam na niego.
- Harry Styles.- Trochę oschle powiedział, ale zaraz się delikatnie uśmiechnał.- Clary Styles..
- Głośno myślisz- prychnełam
- Nie podoba ci się? Może być jeszcze Harry West...- spojrzał na mnie pytająco- Które wolisz?
- Żadne- powiedziałam z irytacją
- Ja też wolę Clary Styles- fuknełam, na co on się zaśmiał ukazując dołeczki
- Gdzie jesteśmy i co się stało?- w końcu odważyłam się zadać pytanie.
- W budynku- czy on zawsze musi żartować?!
- Kraj, miasto?
- Anglia, Manchester- Uniósł brew, a ja wytrzeszczyłam oczy... Wow, jestem w  Manchesterze...
- No ale jak? Co się stało? W ogóle który jest dzisiaj...-nie zdążyłam dokończyć bo ktoś zadzwonił do drzwi.
- 22.04.2014- kolejny raz ktoś zadzwonił- Idź na górę i zamknij się w łazience, nie ważne co będziesz słyszała, zamknij się na klucz i bądź cicho. Rozumiesz- pokiwałam twierdząco głową- To idź, biegnij.- Odwrócił się i zaczał powoli iść do drzwi wejściowych. Byłam oszołomiona tym co miałam zrobić, ale bezgłośnie pobiegłam na górę, zamknełam się w łazience i weszłam do wanny...na wszelki wypadek...
Usłyszałam łomot i trzask, skuliłam się bardziej. Potem krzyki obcych ludzi i Harrego. Ktoś pociągnał za klamkę od drzwi, ale ta była dość wytrzymała...na jedno pociągnięcie, za drugim zaczeła się luzować. Położyłam się jeszcze głębiej do wanny. Drzwi się otworzyły, a ja zesztywniałam.
"Już po mnie, nie jest lepiej, jest gorzej''-pomyślałam

''Widzisz ten cień,
w noc i w dzień.
Widzisz moje rany,
ale nadal mi oddany.
Czujesz ten ból,
łamie serce na pół.
Dotykasz tych cięć,
coraz bardziej nabiera Cię chęć,
by poznać smak tnięć.
Coś z samobójcy ma,
chyba to co ja. '' *

* Wiersz, nie znam autora.
--------------------------------------
HHHHHEEEEEJJJJJ!!!!
Jakoś szybko napisałam ten rozdział, tylko 3 dni :)  Następny może być w sobotę - poniedziałek. Rozdziały będą coraz dłuższe, albo że nie będę mieć weny. Mam nadzieję że zapoznacie się ze stylem mojego pisania ;) Bardzo przepraszam za błędy!

 BARDZO PROSZĘ O KOMENTARZ!!!!
Bardzo proszę o komentowanie, bo jak nie będziecie komentować = ja nie będę pisać!

PS. Fajny wierszyk, no nie :) Wiem że nie na temat, ale nie mogłam się powstrzymać xP

2 PS. Już jest zakładka "bohaterowie", "spam" i "informowani".

DZIĘKUJĘ ZA CZYTANIE MOICH WYPOCIN !!!


2 komentarze:

  1. Whow....on nie jest człowiekiem prawda?

    OdpowiedzUsuń
  2. 45 years old Research Nurse Jedidiah Brosh, hailing from Swan Lake enjoys watching movies like Downhill and Bird watching. Took a trip to Al Qal'a of Beni Hammad and drives a Mazda2. mozna sprobowac tego

    OdpowiedzUsuń